
„52 dla przyjaciół” [1992] ◄
Dwanaście lat po „52 dla przyjaciół”, seksistowskim pomiocie nieprzyjemnych, wąsatych dziadów, TSA zwarło poluzowane szyki i zebrało się do kupy, aby dać życie – a jakże – kolejnej chujowej płycie. Dobra wiadomość jest taka, że zawiera „Proceder”, szczególnie w porównaniu do starszych sióstr, zdecydowanie więcej muzyki, zagranej zresztą rzetelnie, a fragmentami wręcz – Matko Bosko Licheńsko! – rozgarnięcie zaaranżowanej, co wcale na poprzednich wydawnictwach oczywistością nie było.
Cóż więc z tego, spytasz nieśmiało Czytelniku, miksu kompetentnej wytwórczości z okruchem pomyślunku wynika? Ano, gówno. TSA to, okazuje się, po prostu TSA, niezależnie od okoliczności. Poprawnie ubity kotlet kotletem pozostanie; międlą więc opolanie z poświęceniem każdy zgrany do bólu rockerski lick z domeny publicznej, ale nic, jak na złość, pomóc nie chce – ani „ta ra, ta ra, ta ram”, ani „tu ri ra pum, ratata tatatata”. No, kotlet. Można z wysiłkiem wykopać z „Procederu”, powiedzmy, półtora akceptowalnego refrenu (track tytułowy) czy garść uchwyconej z pewnym urokiem prostoty („List XX”); szokujące jest jednak, jak niewiele pozytywy te wnoszą do doświadczenia globalnego. Nie ma ich. Giną pod nadgniłą strzechą, którą nakrywa album… no właśnie, kto? Cóż to za rozczochrana postać, przemykająca z ugnojonymi widłami pomiędzy kurnikiem a świniarnią? Ach, pan Piekarczyk, no pewnie. Oto czterej muzycy, mniejsza o skutek, ewidentnie wkładają w „Proceder” kupę serca i wysiłku; nawet Niekrasz, o ile uszy mnie nie mylą, łapie się w porywach za bas bezprogowy. Pan Piekarczyk natomiast, proszę bardzo: hyc! i jest wersik na kolanie. Bęc! jest i drugi, na parapecie. Ja z synowcem na czele – i jakoś to będzie. Nie będzie, panie Piekarczyk, Co dwuwiersz, to komunał, co liryk, to banialuk i małomiasteczkowość. Dupa zostawia, ja zostawiam dupę, czemu tyle kłamstwa, wszędzie zdrada, pocałunki ranią, cholerny szmal, uciekaj stąąąąd. Weź ty się chłopie, panie Piekarczyk, zastanów nad sobą. Masz pięćdziesiąt cztery lata. Kolega policzył.
Wspomniałem już, że w finale utworu „Płonę, płonę” dwie gitary równocześnie – przysięgam! – grają solo? Chyba nie wspomniałem. Czy coś to zmienia? Zupełnie nic. Jest lato, będzie jesień, potem zima, potem wiosna. Potem znów lato. Nie będzie natomiast raczej nowej płyty TSA, jako że w roku 2020, w którym piszę te słowa, od premiery „Procederu” minęło już lat szesnaście, a nowych opowieści spod przydrożnego kamienia ani widu, ani słychu. Wygląda na to, że nie tylko to, co dobre, się kończy – studyjna kariera TSA również.
KAPTACJA: ★★☆☆☆☆
PALETA: ★★★★☆☆
WIARYGODNOŚĆ: ★☆☆☆☆☆
BZIK: ★★★☆☆☆
LIRYKA: ★★☆☆☆☆
MIODNOŚĆ: ★★☆☆☆☆
(suma: 14/36)
Lista utworów:
1. Spóźnione pytania ★★☆☆☆☆
2. Tratwa ★★☆☆☆☆
3. Proceder ★★★☆☆☆
4. Twoja szansa I ★★★☆☆☆
5. Twoja szansa II ★★★☆☆☆
6. Matnia ★★☆☆☆☆
7. To nie jest proste ★★☆☆☆☆
8. Mój cień omija mnie ★★★☆☆☆
9. List XX ★★★★☆☆
10. Płonę, płonę ★★★☆☆☆
11. Tak – nie ★★☆☆☆☆
(średnia: 2.6/6)
Płyta: rok 2004 – 2 miejsce
Zespół: dekada 1981-1990 – 2 miejsce, klasyfikacja generalna – 3 miejsce
Powiązane płyty: TSA: “TSA” [1983], TSA: “Heavy Metal World” [1984], TSA: “Rock’n’ Roll” [1988], TSA: “52 dla przyjaciół” [1992], Złe Psy: „Forever” [2002], Złe Psy: „Polska” [2012], Złe Psy: „Duma” [2017], Janusz Niekrasz Band: „Stało się… Czas na prawdę” [2006]
Powiązane inne: 5 najlepszych numerów TSA, 5 najgorszych numerów TSA
TSA: „Proceder”
Rok: 2004
Wytwórnia: Metal Mind
Personel: Marek Piekarczyk (muzyka, słowa, wokal), Andrzej Nowak (gitara), Stefan Machel (muzyka, gitara), Janusz Niekrasz (bas), Marek Kapłon (perkusja)
