TSA: „Proceder” [2004, recenzja płyty]

recenzje płyt

„52 dla przyjaciół” [1992]

Dwanaście lat po „52 dla przyjaciół”, seksistowskim pomiocie nieprzyjemnych, wąsatych dziadów, TSA zwarło poluzowane szyki i zebrało się do kupy, aby dać życie – a jakże – kolejnej chujowej płycie. Dobra wiadomość jest taka, że zawiera „Proceder”, szczególnie w porównaniu do starszych sióstr, zdecydowanie więcej muzyki, zagranej zresztą rzetelnie, a fragmentami wręcz – Matko Bosko Licheńsko! – rozgarnięcie zaaranżowanej, co wcale na poprzednich wydawnictwach oczywistością nie było.

Cóż więc z tego, spytasz nieśmiało Czytelniku, miksu kompetentnej wytwórczości z okruchem pomyślunku wynika? Ano, gówno. TSA to, okazuje się, po prostu TSA, niezależnie od okoliczności. Poprawnie ubity kotlet kotletem pozostanie; międlą więc opolanie z poświęceniem każdy zgrany do bólu rockerski lick z domeny publicznej, ale nic, jak na złość, pomóc nie chce – ani „ta ra, ta ra, ta ram”, ani „tu ri ra pum, ratata tatatata”. No, kotlet. Można z wysiłkiem wykopać z „Procederu”, powiedzmy, półtora akceptowalnego refrenu (track tytułowy) czy garść uchwyconej z pewnym urokiem prostoty („List XX”); szokujące jest jednak, jak niewiele pozytywy te wnoszą do doświadczenia globalnego. Nie ma ich. Giną pod nadgniłą strzechą, którą nakrywa album… no właśnie, kto? Cóż to za rozczochrana postać, przemykająca z ugnojonymi widłami pomiędzy kurnikiem a świniarnią? Ach, pan Piekarczyk, no pewnie. Oto czterej muzycy, mniejsza o skutek, ewidentnie wkładają w „Proceder” kupę serca i wysiłku; nawet Niekrasz, o ile uszy mnie nie mylą, łapie się w porywach za bas bezprogowy. Pan Piekarczyk natomiast, proszę bardzo: hyc! i jest wersik na kolanie. Bęc! jest i drugi, na parapecie. Ja z synowcem na czele – i jakoś to będzie. Nie będzie, panie Piekarczyk, Co dwuwiersz, to komunał, co liryk, to banialuk i małomiasteczkowość. Dupa zostawia, ja zostawiam dupę, czemu tyle kłamstwa, wszędzie zdrada, pocałunki ranią, cholerny szmal, uciekaj stąąąąd. Weź ty się chłopie, panie Piekarczyk, zastanów nad sobą. Masz pięćdziesiąt cztery lata. Kolega policzył.

Wspomniałem już, że w finale utworu „Płonę, płonę” dwie gitary równocześnie – przysięgam! – grają solo? Chyba nie wspomniałem. Czy coś to zmienia? Zupełnie nic. Jest lato, będzie jesień, potem zima, potem wiosna. Potem znów lato. Nie będzie natomiast raczej nowej płyty TSA, jako że w roku 2020, w którym piszę te słowa, od premiery „Procederu” minęło już lat szesnaście, a nowych opowieści spod przydrożnego kamienia ani widu, ani słychu. Wygląda na to, że nie tylko to, co dobre, się kończy – studyjna kariera TSA również.

KAPTACJA:  ★★☆☆☆☆
PALETA:  ★★★★☆☆
WIARYGODNOŚĆ:  ☆☆☆
BZIK:  ★★☆☆☆
LIRYKA:  ☆☆☆☆
MIODNOŚĆ:  ☆☆☆☆
(suma: 14/36)

Lista utworów:
1. Spóźnione pytania  ★★☆☆☆☆
2. Tratwa  ☆☆☆☆
3. Proceder  ★★☆☆☆
4. Twoja szansa I  ★★★☆☆☆
5. Twoja szansa II  ★★★☆☆☆
6. Matnia  ☆☆☆☆
7. To nie jest proste  ★★☆☆☆☆
8. Mój cień omija mnie  ★★★☆☆☆
9. List XX  ★★★

10. Płonę, płonę  ★★★☆☆☆
11. Tak – nie  ★★☆☆☆☆
(średnia: 2.6/6)

Płyta: rok 2004 – 2 miejsce
Zespół: dekada 1981-1990 – 2 miejsce, klasyfikacja generalna – 3 miejsce

Powiązane płyty: TSA: “TSA” [1983], TSA: “Heavy Metal World” [1984], TSA: “Rock’n’ Roll” [1988], TSA: “52 dla przyjaciół” [1992], Złe Psy: „Forever” [2002], Złe Psy: „Polska” [2012], Złe Psy: „Duma” [2017], Janusz Niekrasz Band: „Stało się… Czas na prawdę” [2006]
Powiązane inne: 5 najlepszych numerów TSA, 5 najgorszych numerów TSA

TSA: „Proceder”
Rok: 2004
Wytwórnia: Metal Mind
Personel: Marek Piekarczyk (muzyka, słowa, wokal), Andrzej Nowak (gitara), Stefan Machel (muzyka, gitara), Janusz Niekrasz (bas), Marek Kapłon (perkusja)

TSA: „52 dla przyjaciół” [1992, recenzja płyty]

recenzje płyt
R-3202007-1422881290-3070.jpeg

„Rock’n’ roll” [1988] | „Proceder” [2004]

Cztery lata po ewidentnej zwyżce formy przychodzi katastrofa, bynajmniej nie pierwsza w archiwum TSA. O ile jednak potworny „Heavy Metal World” potraktować można z litościwym przymrużeniem oka – pomimo iż jest bardzo źle, to momentami bywa dość zabawnie – to czwarty album opolskich rockersów na tego rodzaju pobłażliwość liczyć nie może. „52 dla przyjaciół” to bowiem materiał w przeważającej części dość obrzydliwy, seksistowski i najzwyczajniej w świecie prymitywny.

Na wysokości 1992 roku TSA gra bluesa, je bluesa, pije bluesa, śpi z z bluesem i wykłada bluesem łazienkę. Blues, blues, blues – i tak do obsrania. Na domiar złego, jakość proponowanego bluesa pozostawia naprawdę sporo do życzenia. Gitary Nowaka, który wprawdzie nie przyzwyczaił nas do specjalnej pomysłowości, tym razem przekraczają horyzont siermięgi. Trzydzieści minut kwadratowego, tandetnego łupania nikogo póki co nie zabiło; co innego troglodyctwo i nieokrzesanie. Piekarczyk dokonuje bowiem niemożliwego i przebija wszystkie swoje dotychczasowe dokonania, zasiadając na tronie żenady równie zamaszyście, co zasłużenie. „Tak spełni się twoje marzenie / Z dziewczynki w kobietę cię zmienię / To będzie wycieczka! Tylko bądź grzeczna / Dziewczynko, co z domu uciekłaś”, „Drogie panie! Otwieramy nasz kram / (…) Pokrowce na biust, wkłady do dziur / Pończoszki, majteczki, na wypryski maść / (…) Orgazmy, no, dwa i na męża bat / (…) Za co to dam? Ile zapłacicie za cały ten kram? / (…) Króciutką pieszczotkę, mały, szybki blues”, „Ona jest najszybszą z maszyn / Na autostradzie do rozkoszy / Zawsze paraliżował mnie / Głód seksu który w sobie nosi”, „Myślisz, koleś, że dobrze mi, bo mam kobitkę kiedy chcę / Tak było na początku, ale dziś wszystko się zmieniło / Wstąpił w nią nienasycony zwierz / (…) Tego nie wytrzyma nikt, uwierz mi / Jeśli masz ochotę, możesz z nią spróbować już dziś!”. Nie wiadomo, doprawdy, w którą ścianę wbić zażenowany wzrok. Patriarchat musiał odejść już w 1992 roku i incelskie liryki czterdziestoletniego Piekarczyka, skrywającego swój popiskujący mizoginizm pod pozą sflaczałego harleyowca są na to wystarczającym dowodem.

Ostatnia tercja nieznacznie dźwiga „52 dla przyjaciół” ze zjełczałego bagna, w które wpędzili album Piekarczyk z Nowakiem. Szczególną rolę pełni w tych spóźnionych staraniach szokująco wręcz – biorąc pod uwagę okoliczności – zgrabny utwór tytułowy, spomiędzy fraz którego można usłyszeć ciche nawoływanie o adopcję przez Dżem. Marzenie ściętej głowy. To jest TSA, synu, dzielnia wtórnego zeppelinowania, kreślonych ekierką riffów i bydlęcego uprzedmiotawiania kobiet – aby w kolejnym numerze za nimi, rzecz jasna, infantylnie szlochać. Nota: F

KAPTACJA:  ★★☆☆☆☆
PALETA:  ★★☆☆☆☆
WIARYGODNOŚĆ: 
BZIK:  ★★☆☆☆☆
LIRYKA:  ☆☆☆☆☆
MIODNOŚĆ:  ☆☆☆
(suma: 11/36)

Lista utworów:
1. Ona to lubi  ★★☆☆☆☆
2. Jeszcze  
☆☆☆☆☆
3. Na na na na 
★★☆☆☆☆
4. Kowboje 
★★☆☆☆☆
5.
To boli  ★★★☆☆☆
6. Sex blues 
☆☆☆☆☆
7. Hymn rock’n’ roll 
★★★☆☆☆
8. Powiedz mi
  ★★★☆☆☆
9.
52 dla przyjaciół  ★★★★☆☆
(średnia: 2.3/6)

Płyta: rok 1992 – 2 miejsce
Zespół: dekada 1981-1990 – 2 miejsce, klasyfikacja generalna – 3 miejsce

Powiązane płyty: TSA: “TSA” [1983], TSA: “Heavy Metal World” [1984], TSA: “Rock’n’ Roll” [1988], TSA: “Proceder” [2004], Złe Psy: „Forever” [2002], Złe Psy: „Polska” [2012], Złe Psy: „Duma” [2017], Janusz Niekrasz Band: „Stało się… Czas na prawdę” [2006]
Powiązane inne: 5 najlepszych numerów TSA, 5 najgorszych numerów TSA

TSA: „52 dla przyjaciół”
Rok: 1992
Wytwórnia: Zic Zac
Personel: Marek Piekarczyk (muzyka, słowa, wokal), Andrzej Nowak (muzyka, gitara, wokal), Paweł Stompór (gitara), Andrzej Walczak (bas), Dariusz Biłyk (perkusja)