Kult: „Czarne słońca” [1993, recenzja singla]

recenzje singli

Jakkolwiek fajnym numerem by „Czarne słońca” nie były, to doklejenie ich w 1993 roku do liczącej sobie już pięć lat płyty „Spokojnie” musi budzić pewnie zdziwienie. Inny jest bębniarz, inne jest brzmienie; inny jest wreszcie głos samego Staszewskiego – niższy, dojrzalszy. Sensu, poza marketingowym – akurat wychodziła reedycja albumu – dopatrzeć się tu nie sposób. Nie siedzą więc „Czarne słońca” na „Spokojnie”, bo siedzieć nie miały prawa.

Bez adoptowanego kontekstu albumowego bronią się „Czarne słońca” znacznie skuteczniej. Numer otwiera sampel z filmu Jerzego Zalewskiego pod tym samym tytułem – dla którego piosenka została zresztą nagrana – momentalnie stawiając właściwą wczesnemu kapitalizmowi scenografię moralnego niepokoju brudnych ulic. Kierownictwo trzymają pewną ręką klawisze Grudzińskiego, wspierane przez ciężką-lecz-bez-przesady gitarę, eksplodującą pod koniec w rozedrgane, liryczne solo. Staszewski grzmi w swoim quasi-biblijnym stylu głosem tyleż zatroskanym, co ojcowskim. Czy warto jest, czy warte to wszystko / By czynić upadek? / Porównaj to z resztą, wybierz drogę najlepszą. Na tej wysokości nie potrafię oprzeć się wrażeniu, że z podobnym (pozytywnym) skutkiem zażarłyby „Czarne słońca” w repertuarze Jacka Kaczmarskiego i w zasadzie słyszę w głowie ten nieistniejący przecież wykon. Tymczasem, piosenka rozwiązuje się nieco nieoczekiwanie dostojnym akordem durowym, a ja rozumiem już, że nie jest to wbrew pozorom numer filmowy, tylko teatralny. Kurtyna. ★ ★ ★ ★☆ ☆

Powiązane płyty: Kult: „Kut” [1987], Kult: „Posłuchaj to do ciebie” [1987], Kult: „Spokojnie” [1988], Kult: „Kaseta” [1989]
Powiązane inne: brak

Kult: „Czarne słońca”
Płyta:
„Spokojnie” [1993, reedycja]
Muzyka:
Kult
Słowa:
Kazik Staszewski